Jak zaczęła się moja przygoda z bonsai?


Być może kiedyś, będąc w podróży, usłyszysz śpiew ptaka w swoim sercu. Wtedy wstań i idź za jego głosem. Ja przed paroma laty zobaczyłem drzewo. Drzewo, od którego zaczęło się coś innego.

Drzewo to, wg. miejscowych drzewo tamaryndowca, możesz zobaczyć na zdjęciu głównym do tego wpisu. Wykonałem je w delcie Mekongu w Wietnamie, siedząc na chybotliwej łódce z moim Kamykiem. Od tego momentu pojawił się w moim życiu motyw drzew, do którego dołączył parę chwil później motyw ptaków.

Podróżując przez Wietnam odkrywaliśmy dalej. Odkrywaliśmy niezliczone drzewka w doniczkach. Większe i mniejsze. W świątyniach, przed wejściem do domu, na ogrodzie. Małe, piękne drzewka.

Kwitnące bonsai w pięknej doniczce

Bonsai w rogu jednej ze światyń w Wietnamie

Przyznam, że kupiłem wtedy również swoje pierwsze drzewko – pieprzowca. Towarzyszył nam w dalszej podróży przez Wietnam i Birmę. W szczelnym worku przeleciał samolotem jako podręczny bagaż tysiące kilometrów i dotarł do Polski. Tutaj niestety po dość krótkim czasie umarł… Pisząc te słowa wertowałem archiwum dysku na komputerze w poszukiwaniu jego zdjęcia. Niestety nie zachowało się. Ale ta fascynacja pozostała. I pragnienie ciągłego doskonalenia. W małych kroczkach. Dzień po dniu, rok po roku. Jak drzewko w doniczce.

…jeżeli kiedyś będąc w podróży usłyszysz śpiew ptaka w swoim sercu, po prostu idź za jego głosem.

Dodaj komentarz